niedziela, 27 listopada 2011

...





straszne nie? ten ból, który przeszywa Cię od środka, nie pozostawiając nawet 
skrawka nadziei, ten moment kiedy zaczynasz planować swoją śmierć, najpierw podświadomie potem zdajesz sobie sprawę z tego co robisz, ale nie masz z tym żadnego problemu, zamknięci we własnych klatkach problemów, oddalamy się co raz bardziej, umieramy, powoli, boleśnie. Myśli mieszają się z bólem nic już nie jest proste, nic już nie jest pewne, próby samobójcze weszły mi w krew, ja nie potrafię żyć, a może nie chcę? Nie wiem. Może to i głupie że to tu piszę, nie wiem, bez różnicy. Żałosne, a zarazem smutne. Rodzimy się umierając. Moja dusza umarła już dawno, a szkoda. Czy to nie dziwne? Tak bardzo chcąc umrzeć, często planujemy przyszłość.Czyż to nie jest skrawek nadziei, że przeżyjemy? Ale po co żyć? Żeby inni znów mówili mi co mam robić? Żebym nie mogła o sobie decydować? Ja nie mam już sił. Wolałabym być wolna jak ptak... Ale widocznie tak musiało być, nie każdy zasługuje na szczęście, czy w ogóle ktoś zasługuje...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz